środa, 7 stycznia 2015

Znowu byłam na zakupach...

Tak, przyznam się - znowu byłam na zakupach. Niby miałam kupic tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale jak zwykle zabłądziłam w Tesco i trafiłam na ciuchy... 
Zdarza się i najlepszym...
Ale za to kupiłam to cudo! Czarny kuferek F&F. Na metce była cena 89 zł, ale przy kasie zapłaciłam 59zł. Najwidoczniej magia wyprzedaży trwa :)
Jedyny minus to brak odpinanego paska. Niestety, przeboleje z dyndającym paskiem, który na szczęście dało się skrócić do minimum. 
Mogę śmiało powiedzieć, że to była dobra inwestycja :D

wtorek, 6 stycznia 2015

Na drugą stronę...

Przyznam się bez bicia, że jestem maniaczką literatury fantasy. W moje ręce wpadła ostatnio Anna Kendall. Nazwisko pierwszy raz na półkach, więc myślałam, że warto zakupić. Książkę męczyłam kilka dni. Niestety, ze względu na nudną fabułę, stała się się ona moim wspomagaczem snu.
Zacznijmy od opisu.
"Roger Kilbourne posiada zdolność przechodzenia do krainy umarłych i rozmawiania z jej mieszkańcami. Ten zdumiewający dar nie ułatwia mu życia. Rogerowi udaje się uciec od brutalnego wujka, który od lat wykorzystywał jego talenty. Zdobywa pracę w pałacowej pralni i jest przekonany, że nic mu nie grozi, ale niebezpieczeństwa dopiero się zaczynają. Najpierw zakochuje się beznadziejnie w samowolnej, oszałamiającej lady Cecilii, potem zaś zostaje wciągnięty w śmiercionośne intrygi dworskie. Wkrótce zaczyna wykorzystywać swój dar po to, by zrelizować marzenia, nawet kosztem sprowadzenia umarłych do świata żywych."

Bohaterowie książki są mało charakterystyczni. Autorka pokrótce opisała Rogera i jego smutne dzieciństwo. Spodziewałam się, że chociaż świat, który znajduje się po drugiej stronie będzie bardziej rozpisany. Tutaj również się zawiodłam, bo autorka przedstawia krainę umarłych jako ciemna dolinę, jest jakaś rzeka i ludzie, którzy umarli, ale są mało rozmowni. Szału nie było, majtek nie zgubiłam z zachwytu.
Dużego plusa daję za pomysł, bo nie spotkałam się z podobną tematyką. Szkoda tylko, że cała akcja zaczyna dziać się w ostatnich stronach książki, a na resztę przygód Rogera będziemy musieli czekać nie wiadomo ile, bo autorka przewidziała 2 tomy.

Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie, więc nie zniechęcajcie się do przeczytania książki. Jestem pewna, że komuś innemu spodoba się i będzie czekał z niecierpliwością na dalszy ciąg. Ja odstawiam swój egzemplarz na półkę :)

Zakupowo mi :)

Ostatnio mam dużo czasu dla siebie, a to oznaczało tylko jedno: ZAKUPY! Coraz częściej szukam rzeczy na stronach facebook. Internetowe butiki przyciągnęły moją uwagę niższymi, niż na allegro, cenami i większym asortymentem. A do tego mam pewność jak wygląda dana rzecz w realu. Na allegro coraz częściej spotykam się ze sprzedawcami, którzy sami nie wiedza jak wygląda sprzedawana rzecz. Już kilka razy nacięłam się na fake, który nie nadawał się nawet na szmatę do podłogi.
Co do internetowych butików. Na jednej ze stron znalazłam  śliczne kolczyki TOUS, które miałam upatrzone już wcześniej na allegro, ale niestety sprzedawca zwinął się z interesem. Jestem realistką, więc cudów się nie spodziewałam za taką cenę (ok 35 zł z przesyłką). Jednak w sklepie musiałabym zapłacić za nie kilka razy więcej, a niestety mój pracodawca nie zrozumie, że potrzebuje podwyżki na słuszne cele.
Kolczyki dostałam listem poleconym, zapakowane w śliczny woreczek. Wykonanie jest na 5+ 
W ofercie były również białe, na które musiałam czekać kilka dni, ale opłacało się, bo należą teraz do mojej kolekcji :) 

Korssss.... Everywhere Korssss....

Witam was serdecznie!

Chyba każda z nas marzy, żeby posiadać coś od znanego projektanta. Nie interesuje mnie co mówią ludzie na temat replik, a inaczej podrób, bo to ja będę nosić daną rzecz, a nie oni. W głębi duszy wiem, że mi zazdroszczą, ale nie chcą się przyznać.
Do rzeczy, moje drogie. Śniłam o im dniami i nocami. Chciałam, żeby był błyszczący i prezentował się na dłoni jak marzenie. kurczę, powiedzmy sobie szczerze, ale w naszym kraju nigdy nie dorobiłabym się oryginału, więc niech chociaż zadowolę się repliką.
I o to jest! Zegarek Michael Kors. Zakupiony na allegro w przystępnej cenie. Wspaniale prezentuje się na dłoni. Muszę to powiedzieć: Kocham go!


Oczywiście, jak przystało na mnie, nie mogłam pozwolić, żeby mój zegarek był osamotniony :) Bransoletki również są marki Michael Kors. Powiem szczerze, że długo myślałam nad ich kupnem. Bałam się, że są plastikowe i tandetne. Zdziwiłam się, gdy otworzyłam kopertę! Obie bransoletki są na gumce, która raczej szybko nie pęknie. Czuć je na dłoni, bo złote kuleczki jak i kamyczki trochę ważą.  W obu przypadkach jestem mega zadowolona. Nie oddałabym ich za żadne skarby! Choćby był koniec świata i miała zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, to właśnie byłyby to one :)